Chciałem podzielić się z Wami świadectwem działania Bożej łaski w moim życiu. Poprzez trudne sytuacje z którymi przyszło mi się zmierzyć, mogłem dostrzec że Bóg ma wspaniały plan dla mojego życia, ma wspaniały plan dla życia każdego z nas.

 

 

Mój Ojciec prowadził firmę budowlaną która popadła w ogromne długi, pojawiło się jednak światełko w tunelu, udało mu się podpisać umowę na duży obiekt. Był przekonany że ta realizacja pozwoli odbić się od dna. Potrzebował jednak pieniędzy aby ją zrealizować. Sam miał już kilka drobnych kredytów i nie mógł dostać kolejnego. Naciskał wówczas abym został na papierze prezesem firmy wówczas firma dostałaby kredyt i mógłby zrealizować inwestycję.

W końcu zgodziłem się choć nie byłem wówczas świadom konsekwencji jakie mogą mnie spotkać. Okazało się że na skutek wielu błędów - pracowników i naszych budowa przyniosła kolejne ogromne straty. Firma utonęła w długach, było za późno na ogłoszenie upadłości.

W związku z tym że formalnie byłem prezesem firmy to prawnie odpowiadałem za wszystkie długi jakie w tym czasie powstały - sięgały one wówczas setek tysięcy złotych. Natomiast całe zadłużenie firmy wynosiło wiele ponad milion złotych.

Rozpętało się piekło, firma przestawała funkcjonować i każdy chciał wydrzeć jakąś resztkę dla siebie. Zaczęły pojawiać się groźby ze strony ludzi którzy nie otrzymali swoich pieniędzy, na szczęście tylko raz skończyły się dotkliwym pobiciem. Bałem się chodzić do pracy, cały czas przyjeżdżali windykatorzy i komornicy. Nikogo nie interesowało że zgodziłem się być Prezesem aby pomóc Ojcu bo w świetle prawa byłem odpowiedzialny za całe długi firmy.

Cała ta sytuacja trwała kilka lat i stała się nie do wytrzymania. Pewnego dnia wróciłem do pustego domu po całym dniu, załamany psychicznie położyłem się na łóżku i leżałem przez kilka godzin, przed oczami zrobiło mi się czarno, nie wiedziałem co się dzieje czułem jedną wielką obojętność i jedną nieodpartą myśl która pozwoliłaby skończyć to ciągnące się od kilku lat cierpienie a którego końca nic nie zapowiadało - myślałem wtedy aby skończyć swoje życie… byłem jednak tak słaby że nie byłem w stanie ruszyć się z łóżka, przeleżałem więc tak kilka godzin… W końcu zmusiłem moje bezwładne ciało aby wstać i dowlekłem się do kuchni, popatrzyłem wtedy na wiszący w kuchni obraz przedstawiający Jezusa - ugięły mi się kolana.

Wielokrotnie kłóciłem się z Bogiem gdy nie mogłem sobie poradzić ze swoją sytuacją, wtedy jednak nic nie czułem byłem całkowicie obojętny. Wtedy stało się coś dziwnego usłyszałem głos jakby we własnym wnętrzu "Nie bój się, ja jestem" - poczułem wtedy tak ogromny przypływ miłości że wydawało mi się że zaraz umrę, wydawało mi się że nie jestem w stanie znieść takiego ogromu miłości. Zwinąłem się jak foliowy worek przyłożony do ognia i płakałem leżąc na płytkach posadzki w kuchni.

Gdy jednak wstałem nic już nie było takie samo, już nie byłem tym samym człowiekiem. Uświadomiłem sobie po czasie że miałem depresję, że załamałem się emocjonalnie i że w tamtej chwili otrzymałem niczym nie zasłużoną łaskę dzięki której mogłem się podnieść i stawić czoło przeciwnościom.

Wtedy Jezus pokazał jak bardzo jest blisko w całej tej sytuacji. Nagle popatrzyłem na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Zobaczyłem jak w zestawieniu z tym źródłem niepojętej miłości moje problemy są małe. To co jeszcze przed chwilą wydawało mi się sytuacją nie do przejścia, nagle stało się drobnostką.

Doświadczyłem tego że Bóg prawdziwe istnieje i chce działać w naszym życiu. Skoro jest tak blisko to to wszystko co mnie spotkało ma sens a skoro ma sens to warto żyć.

To było przełomowe zdarzenie które zapoczątkowało proces mojej przemiany. Widzę jak z tych beznadziejnych sytuacji wynika dzisiaj ogrom dobra.

Wtedy jednak nie rozumiałem dlaczego spotkało mnie to wszystko i im bardziej starałem się to zrozumieć tym gorzej się czułem ponieważ w swojej ograniczonej ludzkiej logice nie miałem pojęcia w jaki sposób Bóg może wyciągnąć z tego dobro. Dopiero gdy zamiast starać się zrozumieć zacząłem wierzyć to wszystko zaczęło nabierać sensu.

Jeżeli chcesz zmienić swoje życie, jeżeli chcesz doświadczyć prawdziwej wolności to bez względu na to jak trudna i niezrozumiała jest sytuacja w której się znalazłeś musisz uwierzyć że jest wpisana w część Bożego planu dla Twojego życia. Chęć zrozumienia i ogarnięcia trudnych sytuacji musi ustąpić miejsca wierze i zaufaniu Bogu. To nie znaczy że masz usiąść i nic nie robić - to nie tak. Wręcz przeciwnie masz działać ale w pełni wiary i zaufaniu do Boga.

W Piśmie Świętym jest napisane:

"Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz że, JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie".

Co to znaczy? Po pierwsze że wiara jest aktem naszej wolnej woli tak więc niezależnie od tego co w danym momencie czujemy, w jakiej sytuacji się znajdujemy - możemy ją przyjąć w każdym momencie.

Po drugie że nasze zbawienie dokonuje się dzięki wierze, dobre uczynki mają wynikać z naszej wiary i miłości do Boga ale to nie dzięki nim jesteśmy zbawieni. Zwróćmy uwagę na św. Pawła - jak wyglądało jego życie zanim się nawrócił - mordował chrześcijan. Dlatego nie ważne jest jak dotychczas wyglądało Twoje życie… W akcie swojej wolnej woli możesz uznać Jezusa swoim Panem i zbawicielem - możesz to zrobić w każdym momencie.

Jezus "odwalił za nas całą robotę" na krzyżu my tylko musimy przyjąć ten bezcenny dar. On stał się barankiem ofiarnym dla naszego zbawienia.

Dlatego uznaj w akcie swojej wolnej woli że Jezus jest Twoim Panem i Zbawicielem.

Warto przytoczyć jeszcze jedne słowa z Pisma Świętego: "Wiara rodzi się z tego co się słyszy, tym zaś co się słyszy jest słowo Chrystusa" z kolei Jezus jest "słowem które stało się ciałem" dlatego bez eucharystii, bez sakramentów świętych bez pisma świętego nie jesteśmy w stanie wzrastać w wierze.

Kolejnym krokiem równie nie łatwym jest dziękczynienie.

Bóg ma doskonały plan na nasze życie, jednak nie będzie mógł wprowadzić nas w kolejny etap do momentu aż zaakceptujemy naszą obecną sytuację. Bez względu na to jakie są przyczyny naszej obecnej sytuacji Bóg szanuje naszą wolną wolę i pozwala aby spotykały nas doświadczenia.

I może nam się wydawać to bez sensu ale w tym momencie wiara musi wziąć pierwszeństwo przed rozumieniem i musimy zacząć uwielbiać Boga we wszystkich okolicznościach jakie nas spotykają bez względu na to czy wydają się być dobre czy złe.

Jeżeli zamiast narzekać zaczniesz uwielbiać, wówczas światło zacznie przenikać ciemność. Bóg będzie mógł zacząć cię wyprowadzać w miejsce w którym chce cię mieć.

Doskonale wiem jak trudno dziękować Bogu w trudnych sytuacjach, gdy waliło mi się całe życie, bycie wdzięcznym było ostatnią rzeczą o jakiej myślałem.

Nauczyłem się jednak że muszę zaufać Bogu na 100% a postawa dziękczynienia i uwielbienia jest wyrazem całkowitego zaufania Bogu.

Dziękczynienia wprowadza nas w przestrzeń obecności Boga a wtedy dzieją się wielkie rzeczy.

Przestaniesz się skupiać na groźnych okolicznościach i dostrzeżesz jak Bóg zaczyna działać.

Gdy zacząłem uwielbiać Boga w tym wszystkim co mnie spotkało to zacząłem dostrzegać jak zaczyna działać On w moim życiu, wyprowadzając dobro z tych wszystkich sytuacji.

Dokonała się przemiana całej mojej rodziny i dzisiaj wiem że nie byłaby ona możliwa gdyby nie ta sytuacja.

Naprawdę akceptacja każdego zdarzenia w postawie dziękczynienia otwiera drzwi mocy Bożej która będzie działać w nas i przez nas, a my doświadczymy radości. Choć nasze dziękczynienie musi być oparte na wierze w słowo Boże a nie na uczuciach.

Oczywiście istnieje coś takiego jak konsekwencje złych wyborów, ale Boża obietnica polega na tym że wszystko działa na naszą korzyść gdy mu zaufamy.

Dopóki chowałem w swoim sercu żal z powodu mojej sytuacji to nie pozwalałem działać Bogu w moim życiu. Gdy mu zaufałem i zacząłem dziękować i wielbić za moje życie - takim jakim jest, to On mógł przejąć inicjatywę i umieścić mnie tam gdzie chciał mnie mieć.

Żal, lęk i narzekanie powodują opóźnienie realizacji Bożego planu względem nas. Jego czas działania nie zawsze odpowiada naszemu ale On zawsze przychodzi na czas.

Znam całe mnóstwo osób które bez doświadczenia cierpienia w swoim życiu nie odkryłyby Boga.

Często Bóg jest na samym końcu, próbujemy wszystkiego tylko nie zwracamy się do Niego i przez to po drodze zostajemy poranieni ale w końcu docieramy do niego.

Prawda jest też taka że nie możemy zrozumieć naszym ograniczonym rozumowaniem ogromnego zakresu Bożego planu, względem tego świata.

Dlaczego Bóg zesłał burzę na Jeziorze gdy Jezus był w łodzi razem z uczniami? Aby objawiła się jego moc, ale czy Apostołowie potrafili to wówczas dostrzec? Różnica nie leży w sytuacji ale w punkcie widzenia i w tym co w efekcie z tego wyniknie. Dlatego podejmij decyzję aby stanąć w wierze, a Bóg da Ci siły abyś to uczynił.

Najlepszym dowodem i podsumowaniem tego wszystkiego co dotychczas powiedziałem jest ukrzyżowanie Jezusa Chrysusa.

Można było odnieść wrażenie że zło wygrało, Bóg został przybity do drzewa krzyża. Czy możemy sobie wyobrazić co działo się wówczas w głowach apostołów? Poświęcili wszystko i poszli za Jezusem, byli przekonani że On jest Mesjaszem a tym czasem leży w grobie. Jednak cały czas był realizowany wspaniały plan Boży dla zbawienia świata.

Słowo Boże musiało się wypełnić. Sam Jezus był posłuszny słowu, choć jest słowem które stało się ciałem.

Nie bądźmy więc jak uczniowie idący do Emaus, którzy szli z Jezusem i nie potrafili go rozpoznać.

To nie Bóg nas opuszcza, to my go opuszczamy.

Po grzechu pierworodnym nie ma raju na ziemi, ale Twoje cierpienia mogą mieć głęboki sens i może wyniknąć z nich ogromne dobro jeśli tylko uwielbisz w nich Boga.

Być może to co powiedziałem nie jest dla Ciebie do końca zrozumiałe. Zachęcam cię wówczas do czytania pisma świętego - słowo Boże pomaga nam zrozumieć i odkryć prawdę o Bożej obecności w naszym życiu.

 

 

Autor tekstu: Łukasz Matwiejczuk – za Deon.pl