Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x

„Św. Anna przykładem naszej wiary, nadziei i miłości”. Drodzy kapłani na czele z waszym Proboszczem ks. Prałatem Antonim, moim przyjacielem, drogie siostry zakonne, umiłowani Siostry i Bracia przybyli na dzisiejszą uroczystość odpustową.

Wstęp

Dzisiejsze teksty biblijne odnosimy do naszych świętych Patronów. To Joachim i Anna są tymi, do których adresujemy słowa Księgi Syracydesa, których cnoty nie zostały zapomniane, których chwała nie będzie wymazana, i których mądrość opowiadają narody, a zgromadzenie głosi chwałę (por. Syr 44, 10-15).

Także słowa ewangelii dziś czytanej odnosimy do Joachima i Anny. To ich oczy były szczęśliwe, że mogły oglądać Maryję, Matkę Zbawiciela. To ich uszy były szczęśliwe, że słyszały to, co wielu sprawiedliwych chciało słyszeć.

Aby zrozumieć postać Św. Anny musimy przenieść się sercem i myślą do bazyliki św. Anny w Ziemi Świętej. Tam miała Matka Boża przyjść na świat, tam według tradycji spędziła pierwsze swe lata dziecięce, tam była wychowywana przez swoją matkę i babcię Jezusową, św. Annę. Dlatego czujemy się w tej świątyni jakby w domu, bo na ziemi naszego Pana. Nie sposób wchodzić w szczegóły życia św. Anny, bo na samej proto-ewangelii św. Jakuba opierać się nie można, należałoby być specjalnym znawcą strożytności chrześcijańskiej. Jedno jednak jest pewne, św. Anna jako matka Najśw. Maryi Panny ma to szczególny związek z nami, z całym chrześcijaństwem, a w szczególności z Waszą parafią, bo jest jej przemożną patronką.

Św. Anna jest przykładem trzech podstawowych cnót chrześcijańskich, które decydują o naszym byciu chrześcijaninem a mianowicie: wiary, nadziei i miłości.

1. Wiara św. Anny przykładem dla naszych matek

Św. Anna jest przykładem głębokiej wiary. Jak bardzo wierzyła, jak bardzo, według tradycji, błagała o łaskę, by mogła być matką, by jej małżeństwo mogło być prawdziwą rodziną, by mogło stać się tą podstawową komórką życia społecznego, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę kontekst starotestamentowy, w którym dziecko było wyrazem konkretnego błogosławieństwa Bożego dla rodziców. Ona błagała, prosiła i do końca wierzyła, że zostanie wysłuchana. Tak też się stało. Została wysłuchana i to w taki sposób, w jaki nie mogła się nawet spodziewać.

O tym sposobie, być może, nigdy w pełni się sama nie dowiedziała po ludzku, że mianowicie porodzi Tę, która będzie godną Matką Syna Bożego. Dlatego osoba św. Anna została włączona w dzieje zbawienia, ma ona szczególne miejsce wraz ze św. Joachimem w planie zbawczym Boga, w historii zbawienia. Św. Anna jest ściśle związana z centrum naszej chrześcijańskiej wiary.

Maryja, Ta, która nie mogła być ani na moment swej ziemskiej egzystencji pod władzą zła i szatana, odkupiona zachowawczo przez tajemnicę Niepokalanego Poczęcia, co jest wyrazem niesłychanej kondensacji naszej chrześcijańskiej wiary. Maryja, dzięki dalszym tajemnicom historiozbawczym swego życia, staje się jakby Kościołem w samym zaraniu. Na głównym ołtarzu w Bazylice św. Anny w Jerozolimie znajdują się płaskorzeźby: zwiastowanie, narodzenie i zdjęcie z krzyża. Św. Anna przez swoją Córkę jest związana z tymi misteriami zbawienia i dlatego może być matką, która stanowi przykład prawdziwej wiary.

Drodzy Siostry i Bracia!

Pierwszym przykładem, konkretnej ziemskiej wiary dla nas były także nasze matki. To one jako pierwsze zapewne przyprowadziły Was do tej świątyni. Tak o swojej pierwszej pielgrzymce do sanktuarium na Górę św. Anny opowiada Abp Nossol: „Pamiętam, że i ja pierwszy raz byłem tam z nią. Były to trzy dni trwania na modlitwie. Nawet w nocy nie mogłem się zdrzemnąć, bo ustawicznie mnie mama budziła: „Dziecko, przyszedłeś tutaj po to, by się modlić, żeby być tu ze mną na pielgrzymce u św. Anny". Podziwiałem wiarę, mojej mamy, chociaż po dziecięcemu byłem, że tak powiem, nawet tą wiarą troszkę zmęczony. Ale kiedy po latach jej wiarę wspominam, wiem dzisiaj ile właśnie tej wierze matki mam do zawdzięczenia, a może i łaskę mojego kapłaństwa? Może potęgą swej wiary mi ją wybłagała? A wiary tej uczyła się u św. Anny”.

2. Cnota nadziei w życiu naszej Patronki

Moi drodzy!

Św. Anna jest przykładem i naszej nadziei. Ona żyła nadzieją, w tej wierze, że zostanie wysłuchana. Nieodłączną zresztą siostrą wiary jest zawsze nadzieja, a chrześcijanin, to człowiek nadziei, bo jako taki jest on niejako ze względu na kontekst ewangelijny swej egzystencji „skazany" na nadzieję, jest skazany na optymizm. Wiara chrześcijańska poprzez nadzieję otrzymuje wymiar radości w całokształcie ludzkiej egzystencji, tej nadziei nastawionej na przyszłość, tej nadziei, która nie pozwala się do religii uciekać, by bronić się przed przyszłością, by się przyszłości bać. Nadzieja mówi nam, że naszą ostateczną przyszłością jest sam Bóg, że wraz z przyszłością idzie zawsze ku nam Pan, że przyszłość jest nośnikiem Boga, względnie Bóg jest nośnikiem naszej przyszłości. Wybitny teolog Karol Rahner powie: „Bóg jest naszą absolutną przyszłością". Wiara przechodząca w nadzieję stawia właśnie przed naszymi oczyma Boga, naszą absolutną przyszłość, podnosi nasz wzrok ku niebu.

Podnieśmy, Siostry i Bracia, w dzisiejszą odpustową uroczystość głowy ku górze, ku niebu i zobaczmy cel naszego pielgrzymowania. „Jeśli idziemy za Chrystusem, jeśli przewodzi nam Duch Święty, to nie może być innego celu, jak Dom Ojca, który jest w niebie” – mówił Jan Paweł II do młodzieży zebranej na polach lednickich w 1999 roku. „Tego celu nie można stracić z oczu … Tu chodzi o wieczność. Podnieście głowy. Nie lękajcie się patrzeć w wieczność. Tam czeka Ojciec, Bóg, który jest miłością. Dla tej miłości warto żyć”.

Umiłowani!

Zbyt często patrzymy na nasze życie, pracę, powołanie tylko w horyzoncie doczesności. Jeśli celem naszym jest wieczność, to w moim życiu znajdzie się miejsce na ofiarę, poświęcenie, modlitwę, niedzielną Mszę św. Mogę zrezygnować z tego, co uznaję za cenne, aby wybrać to, co jeszcze cenniejsze – niebo. Przypomnijmy sobie słowa Chrystusa przed wniebowstąpieniem: „Idę przygotować wam miejsce”. Tylko ode mnie zależy, czy to miejsce będzie kiedyś przeze mnie zajęte, u boku Chrystusa.

Św. Anna potęgą swej wiary, zwrócona ku przyszłości była też zwrócona, ze względu na kontekst swojego historiozbawczego uplasowania, w przyszłość całego chrześcijaństwa. Wybłagajmy sobie za jej wstawiennictwem tę nieodzowną cnotę chrześcijańską i moc do naszego bycia, naszej egzystencji chrześcijańskiej nadziei.

3. Cnota miłości sercem Kościoła

Św. Anna, stawszy się mocą swej wiary, mocą swej nadziei matką, tym samym staje się też ukonkretnieniem miłości. Ta jej miłość ludzka ma ściśle historiozbawczą podstawę i chcąc czy nie chcąc, musiała ją też historiozbawczo ukierunkować. Konkretyzując bowiem swoją miłość chrześcijańską wokół Najśw. Maryi Panny, skupiając ją na tym wybranym dziecku Bożego przeznaczenia i Matki naszego zbawienia, rozciąga ją automatycznie na całą rodzinę chrześcijańską, na świat cały, na całą ludzkość.

„Jeżeli ktoś w jednym tylko słowie

chce zamknąć uczucie do granic ostatka,

niech przyklęknąwszy to słowo wypowie,

jedno, jedyne, najświętsze — matka”.

Jesteśmy w świątyni w Żabnie dedykowanej św. Annie, a Córka jej Maryja jest naszą Matką, Matką całego Kościoła, Matką naszego zawierzenia. Ojciec św. Jan Paweł II mocno to zaakcentował w naszym narodowym sanktuarium w Częstochowie. My dzisiaj możemy być tutaj w domu tej matki, która wysuwa naprzód swą Córkę Maryję, a Ta z kolei pokazuje na swojego Syna Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela. W Jego zastępstwie my dzisiaj całemu ludowi Bożemu aktualizujemy wszystkie misteria zbawienia.

Św. Anna, jest przedstawiona również jak trzyma na swym ręku Maryję i Dzieciątko Jezus. Chce nam ona w sposób szczególny wskazać, gdzie i którędy prowadzi do Zbawiciela najpewniejsza droga, a więc poprzez Maryję. Zawierzmy się dlatego jak Matce naszego zawierzenia, Matce całego Kościoła, bo w ten sposób uczcimy najkonkretniej i chyba najbardziej po chrześcijańsku matkę naszą św. Annę.

Miłość potrzebna jest człowiekowi jak chleb powszedni. Nawet tam, gdzie panuje zgoda, pokój, życzliwość i miłość, człowiek odczuwa nienasycenie. Im mocniej kocha, tym dotkliwiej odczuwa niedosyt. Nasze pragnienie głębokiej miłości i prawdziwego szczęścia zapowiada więcej, niż może nam dać samo życie ludzkie. Miłość rozbudza takie oczekiwania i tęsknoty, które wykraczają poza ludzkie życie. „Niespokojne jest serce moje, o Panie, dopóki nie spocznie w Tobie” – jak trafnie stwierdza św. Augustyn.

W imię miłości bliźniego, drodzy siostry i bracia, trzeba stanąć przy tych, którzy czują się samotni, nie mają już sił, aby wyrazić swój ból, nie mogą odnaleźć sensu życia, prawdy i drogi do Boga.

O to prosi nas Jan Paweł II w Liście apostolskim „Novo millennio ineunte”: „Duchowość komunii to wreszcie umiejętność «czynienia miejsca» bratu, wzajemnego «noszenia brzemion» (por. Ga 6, 2) i odrzucania pokus egoizmu, które nieustannie nam zagrażają… Nie łudźmy się: bez takiej postawy duchowej na niewiele zdałyby się zewnętrzne narzędzia komunii. Stałyby się bezdusznymi mechanizmami, raczej pozorami komunii niż sposobami jej wyrażania i rozwijania” (43).

Tego uczy nas również papież Franciszek nie tylko poprzez gesty względem ludzi starszych, chorych i cierpiących, ale również poprzez swoje nauczanie. Przypomina nam, że żadnego człowieka nie wolno nam wykluczyć z zakresu naszej miłości, tym bardziej chorego czy starszych. Bóg bowiem kocha wszystkich. Umieścił w nich jakieś dobro, którego my nieraz nie potrafimy dostrzec. Ale ono w nich jest.

Pragnę przypomnieć jego słowa wypowiedziane w dniu 19 listopada ubiegłego roku podczas homilii: „Starsi ludzie to ci, którzy niosą nam historię, którzy niosą nam nauczanie i wiarę, zostawiają nam spuściznę. Oni jak stare wino mają wewnętrzną siłę, by przekazać nam szlachetne dziedzictwo. Naród, który nie opiekuje się dziadkami i nie szanuje ich, nie ma przyszłości, bo nie ma pamięci, stracił ją. Żyjemy w czasach, w których ludzie starsi się nie liczą. Brzydko tak powiedzieć, ale oni są odrzucani, bo przeszkadzają”.

Kochając innych, nawet tych najbardziej grzesznych, odkrywamy w nich okruchy dobra, które czynią ich godnymi miłości. Miłość jest wywyższeniem człowieka. Przywdziewa go w szatę dziecka Bożego. Prawdziwa miłość jest odblaskiem Miłości, jaką ma Bóg wobec nas, ponieważ Bóg jest Miłością. Taka miłość ma moc wyprostować ludzi i podnieść ich z upadku oraz przyczyniać się do pomyślności naszej Ojczyzny. Chciejmy to zrozumieć, by móc rzeczywiście odnawiać oblicze ziemi, tej ziemi. Do tego potrzebne są zgięte kolana przed Panem i złożone ręce przed Matką i Królową naszego narodu, o czym mówiłem kilkanaście dni temu na Jasnej Górze.

Papież Franciszek kilkakrotnie w czasie swoich homilii w Domu św. Marty przypominał nam o tym szacunku. Pragnę przypomnieć jego słowa wypowiedziane w dniu 19. listopada ubiegłego roku podczas homilii: „Starsi ludzie to ci, którzy niosą nam historię, którzy niosą nam nauczanie i wiarę, zostawiają nam spuściznę. Oni jak stare wino mają wewnętrzną siłę, by przekazać nam szlachetne dziedzictwo. Naród, który nie opiekuje się dziadkami i nie szanuje ich, nie ma przyszłości, bo nie ma pamięci, stracił ją. Żyjemy w czasach, w których ludzie starsi się nie liczą. Brzydko tak powiedzieć, ale oni są odrzucani, bo przeszkadzają”.

Dlatego solidarność ludzi młodych ze starszymi pokazuje, że Kościół jest rzeczywiście rodzina wielopokoleniową, w której każdy powinien czuć się „u siebie”, w której zamiast logiki zysku i posiadania króluje bezinteresowność i miłość. Choć w starszym wieku życie staje się kruche, nie traci ono na wartości ani godności. Każdy jest chciany i miłowany przez Boga, każdy jest ważny i potrzebny.

W takim kontekście nabiera znaczenia rola specyficznego duszpasterstwa, opartego głównie na porozumieniu międzypokoleniowym. Wielce pomocne może się okazać tworzenie wspólnot, w których ludzie młodzi i starzy, zjednoczeniu w przekonaniu, że błędem jest marginalizacja niedostatecznie efektywnego życia, wspólnie będą się zwracać do Boga. Chodzi więc o wspieranie kultury jedności, także jedności miedzy pokoleniami, by nie istniały oddzielne czy, co gorsza, były sobie przeciwstawne. Należy promować taką wizję życia, która służyłaby duchowemu rozwojowi przyszłych pokoleń, mogących chłonąć na co dzień te kulturę jedności, w której każdy ma swój niezastąpiony udział.

Prośmy św. Annę o wstawiennictwo, by właśnie ona, matka wiary, nadziei i miłości wybłagała nam pomnożenie wiary, wzmocnienie nadziei i rozpalenie miłości chrześcijańskiej; prośmy by objęła swoja prośbą przed Panem naszych najbliższych, naszą parafię, diecezję, Kościół w Polsce.

Zakończenie

Na zakończenie wróćmy jeszcze raz myślą i sercem do Bazyliki św. Anny w Jerozolimie, która łączy się z historią naszej Ojczyzny.

W dolnej kaplicy, mającej upamiętniać jerozolimski dom świętych Joachima i Anny czci się tajemnicę narodzin Maryi, Matki Chrystusa. W okresie II wojny światowej żołnierze Armii Polskiej na Wschodzie umieścili przy ołtarzu w krypcie pamiątkową tablicę o następującej treści:

W ZBROJNYM POCHODZIE DO POLSKI PRZEZ ZIEMIE ŚW. UCZNIOWIE SZKÓŁ PODCHORĄŻYCH CENTRUM WYSZKOLENIA ARMII POLSKIEJ NA WSCHODZIE ODDAJĄC HOŁD NIEPOKALANEJ W MIEJSCU JEJ NARODZENIA — POLECAJĄ SIĘ JEJ OPIECE NA ZAWSZE — A SZCZEGÓLNIE NA OKRES WALKI O WOLNOŚĆ OJCZYZNY I POWRÓT DO SWYCH RODZIN. JEROZOLIMA 29-1-1944.

Polska tablica jest obecnie przechowywana w Nowym Domu Polskim sióstr Elżbietanek w Jerozolimie. Wspominając wielowiekową tradycję wierzących, którzy przychodzili do tego miejsca, by prosić o ratunek Maryi, Matki Chrystusa pragnę polecić opiece Matki Bożej i jej rodziców, św. Annie i św. Joachimowi wszystkich solenizantów i solenizantki oraz babcie i dziadków, nasze rodziny. Niech wyrażą to słowa modlitwy odmawianej w jerozolimskiej bazylice.

Święta Anno, matko Maryi Dziewicy i babciu Pana Jezusa:

Ty wspólnie ze św. Joachimem wychowałaś swoją córkę w oczekiwaniu na Mesjasza i nauczyłaś ją odpowiadać z gotowością na każdy znak Boga, przygotowując ją w ten sposób na przyjęcie łaski macierzyństwa Syna Bożego.

Pomóż także nam być dobrymi rodzicami i dziadkami, zatroskanymi o to, by nasze dzieci i wnuki odkryły jak bardzo Bóg je miłuje i nauczyły się gorliwie odpowiadać na Boże powołanie. Święta Anno, błogosław i chroń nasze rodziny. Amen.

Vsynod

biblia1 czytania1 ksm1 historia1 wizytowka1